Nie widzę żadnego sensu w małżeństwie - mówi Maria Seweryn, która z Kamilem Maćkowiakiem gra w spektaklu "50 słów". „50 słów" Michaela Wellera w reż. Waldemara Zawodzińskiego opowiada o związku w kryzysie; na szali są lata małżeństwa, indywidualne ambicje, pragnienia i dziewięcioletni syn. Pierwsza premiera „50 słów" w
Jest dla mnie bardzo dobry, daje poczucie bezpieczeństwa, wiem, że mnie kocha (i dlatego to wszystko jest takie trudne), ale życie, które może mi zaoferować nie ma ani grama dreszczyku emocji. Nie jestem szczęśliwa. Niczym mnie nie zaskoczy, życie z nim będzie przewidywalne do granic nieprzyzwoitości.
Moje życie stało się bagnem ,w które wciągałem ludzi próbujących mi jakkolwiek pomóc.Pewność siebie pomyliłem z arogancją,za tym doszła pycha ,zgnilizna, zepsucie.Kierowałem się często sercem ,uważałem ,że decyzje tak podjęte raczej maja pozytywne skutki,bo uważam w dalszym ciągu,że w gruncie rzeczy jestem dobrą osobą
Byłam szczęśliwa w moim małżeństwie, wychowaliśmy dwójkę dzieci, teraz nasze dzieci są dorosłe, a my staliśmy się dla siebie obcy, więc nie widzę powodu, aby pozostać razem Świat W moje 50. urodziny postanowiłam zmienić swoje życie i rozwiodłam się z mężem.
67. 431 postów. Napisano Sierpień 3, 2020. Dnia 3.08.2020 o 01:49, Kata123 napisał: Hej, jestem z moim partnerem około 6 lat. Poznaliśmy się gdy miałam 18 lat. ,,Dorastaliśmy razem", teraz
jelaskan perbedaan seni patung dengan seni pahat. Nieszczęśliwy związek - 7 symptomówKluczowym czynnikiem jest komunikacja z partnerem. Jeżeli nie czujesz, że możesz z nim swobodnie dzielić swoje obawy, może to już oznaczać początek końca Waszego związek może zapewnić Ci poczucie spełnienia i motywacji do stawiania czoła wyzwaniom dnia codziennego. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy przez długi czas udaje Ci się podtrzymać tę “iskrę” miłości i namiętności, która jest obecna zwłaszcza w pierwszych miesiącach jednak działa zwykle na naszą niekorzyść. Jeżeli zatem czujesz, że Twój związek popada w monotonną rutynę, możesz z czasem zauważyć, że nie wynosisz już z niego tego, co dawniej. Dlatego też tak wiele osób zauważa, że ich kolejne związki się rozpadają i nie są w stanie ustalić tego na siłę starasz się podtrzymać związek, w którym nie jesteś szczęśliwa, popełniasz poważny błąd. Jeżeli nie wykażesz się ostrożnością, może się okazać, że nie będziesz w stanie żyć pełnią życia i nie będziesz mogła cieszyć się miłością, na jaką związek dwojga ludzi przestaje być szczęśliwy, bądź gdy zanikają uczucia, które były obecne na początku, pojawiają się pewne zachowania i charakterystyczne odczucia. Dlatego to bardzo ważne, by nauczyć się jak najwcześniej rozpoznawać symptomy nieszczęśliwego tego będzie umiejętne podjęcie decyzji odnośnie tego, czy zakończyć związek, czy też starać się ożywić wygasłe w nim związek – najważniejsze symptomy1. Nie czujesz już więzi fizycznej lub emocjonalnejCzy czujesz, że nie komunikujecie się już tak dobrze, jak dawniej? Czy Twój partner już Cię nie pociąga? W Waszym związku brakuje dawnej czułości? Gdy zauważysz tego typu objawy, jest to jasny sygnał tego, że związek osłabia się i zaczyna się poczucia więzi fizycznej i emocjonalnej, nawet w momentach intymnych, pokazuje, że jako para nie jesteście już Porównujesz swoją teraźniejszość z przeszłościąWiększość par przyznaje, że najbardziej ekscytujące były pierwsze tygodnie i miesiące ich związku. Namiętność sięgała wtedy zenitu i towarzyszył jej dreszczyk zdobywania tej drugiej możesz jednak oczekiwać, że będzie tak przez cały czas. Z czasem osiągnęłabyś w ten sposób bardzo wygodny stan, w którym jedyny sposób na ucieczkę to podjąć decyzję o jednak z drugiej strony, coraz częściej myślisz o tym, jak bardzo byś chciała, żeby Twój partner był taki, jak na początku, jest to widoczny symptom, że Wasz związek jest nieszczęśliwy oraz że prawdopodobnie potrzebujesz, by Twoja druga połówka poświęcała Ci więcej Chciałabyś, żeby Twój partner się zmieniłPielęgnowanie sposobu myślenia, że osoba, którą kochasz gruntownie się zmieni i dostosuje do Twoich oczekiwań jest poważnym błędem, który może zniszczyć zakochałaś się w takim a nie innym człowieku, dlaczego miałabyś teraz chcieć, żeby się zmienił? Jeżeli mimo wszystko tego właśnie byś chciała, prawdopodobnie oboje potrzebujecie zmiany Nie ma między Wami komunikacjiJednym z najpoważniejszych objawów świadczących o nieszczęśliwym związku, jest utrata potrzeby dzielenia się z parterem swoimi odczuciami. Szczerze mówiąc, brak odpowiedniej komunikacji stanowi dla związku wyrok się tak, ponieważ komunikacja jest czynnikiem kluczowym w kwestii budowania zdrowego i szczęśliwego związku dwojga ludzi. Zaniedbanie tego aspektu może prowadzić do niezliczonej ilości też przeczytanie artykułu: Zdrowe pary – poznaj ich 10 nawykówCzy nie czujesz już tak wielkiej ochoty, żeby dzielić się swoimi emocjami z partnerem, jak dawniej? Czy – choć jesteście blisko siebie – rzadko rozmawiacie? Czy zaczęłaś czuć, że Twój partner jest nudny? Jeśli udzieliłaś twierdzącej odpowiedzi na którekolwiek z powyższych pytań, stanowi to jasny dowód na to, że jesteś Drażnią Cię wszystkie jego słowa i gestyNieważne, że towarzyszą temu dobre intencje. Twój partner po prostu Cię denerwuje i cokolwiek zrobi, denerwuje typu zachowania mogą spowodować, że rozstaniecie się w bardzo złym stylu. Jeżeli naprawdę aż tak bardzo nie możesz ścierpieć stylu życia Twojego partnera, prawdopodobnie czas zrobić krok do tyłu i zastanowić się, czego tak naprawdę spodziewasz się od człowieka, z którym tworzysz Unikacie się nawzajemByć może Twój partner dzwoni do Ciebie, zaprasza Cię w różne miejsca bądź szuka sposobów, by być blisko Ciebie. Ty jednak zamiast tego szukasz wymówki, by się nie wyraźnie nie masz ochoty, żeby spędzać razem czas i wolisz zajmować się innymi rzeczami, takimi jak na przykład spędzanie czasu z przyjaciółmi, oglądanie telewizji, lub po prostu delektowanie się samotnością, może to oznaczać, że jesteś w tym związku Brak zainteresowania polepszeniem jakości związkuJeżeli zauważacie tendencję spadkową w swoim związku i oboje czujecie się nieszczęśliwi, macie do wyboru dwie opcje: zamknąć ten rozdział życia lub walczyć i starać się ożywić i odkryć na nowo więź, jaka łączyła Was jednak czujesz, że brak Ci sił na walkę o umierający związek, jest to wyraźny sygnał, że czas go zakończyć.
Co robić, a czego nie robić, by kochać szczęśliwie? Można na ten temat opowiedzieć wiele bajek, ale prawda o szczęśliwej miłości jest taka, że w dużej mierze to naprawdę jest najszczęśliwsza bajka. Nie oznacza to oczywiście bagatelizowania miłości, ale chodzi raczej o to, że nie powinniśmy jej specjalnie komplikować.…
Czy małżeństwo bez dzieci może być szczęśliwe? Najchętniej zapytałabym o to Iris Apfel, ale stuletniej damie, mistrzyni dizajnu i ciętej riposty, nie wypada zadawać tak oczywistych pytań. Zresztą, pewnie odpowiedziałaby coś w stylu: „Jeżeli wybranek jest fajny i lubi się przytulać, to w czym problem?”. Albo: „Jeśli nie ubierasz się jak inni, nie musisz żyć jak oni”. Carl Apfel na pewno lubił się przytulać, bo Iris przeżyła z nim 67 lat. Bez dzieci. W idealnej harmonii. Czy trzeba lepszego dowodu na to, że małżeństwa bez dzieci mogą być zgodne, długowieczne i szczęśliwe? O wyższości rodziców nad nierodzicami A jednak bezdzietne pary wciąż traktowane są podejrzliwie. Ileż razy słyszałam, że małżeństwo bez dzieci to nie rodzina! Ba, znany prawicowy komentator mawia o nas „podwójni single”. To wyjątkowo głupie i podłe! Nikt nie ma prawa certyfikować naszych uczuć! Skoro czujemy się rodziną – jesteśmy rodziną! I kropka. Owszem, pod pewnymi względami jest nam łatwiej niż parom z dziećmi. Mamy dużo więcej czasu dla siebie, więcej swobody i zawsze wolną chatę. Są jednak pułapki. Po pierwsze – nie mamy dożywotniego powodu, by być razem. Musimy go nieustannie updatować i dbać o to, by nie przeminął z wiatrem. Po drugie – czasami brakuje nam dyżurnego tematu rozmów. Gdy gęstnieje cisza, nie rozładujemy jej sakramentalnym pytaniem: „A co tam u Marysi w szkole?”. Musimy więc pamiętać, by w domu – obok świeżych bułeczek – pojawiały się również świeże i ciekawe tematy do przegadania. Iris Apfel mawia Jeżeli nic cię nie interesuje, nie jesteś interesujący. Po trzecie – nie mamy „oficera łącznikowego”, który w czasie burzy, gdy jeszcze trwają wyładowania elektryczne, uśmiechnie się, zrobi rozkoszną minkę i ocali nasz świat przed małą apokalipsą. Sami musimy się ratować. Po czwarte – mając wolny czas i wolną chatę, zapominamy, jakie to cenne. Małżeństwa z dziećmi muszą się nakombinować, żeby wyskoczyć na romantyczną randkę. A jak już im się to uda, wyciskają tę randkę jak cytrynę, bo wiadomo – kolejna okazja prędko się nie powtórzy. Bezdzietne pary powinny sobie stale przypominać, że to, co wydaje się zwyczajne, jest wyjątkowe. I trzeba to celebrować. Po piąte – przechodzimy mniej testów zderzeniowych. Wiadomo, dzieci to kryzysy, frustracje, nieprzespane noce, choroby i problemy. Każda taka „awaria systemu” to doskonały sprawdzian dla dwojga. Dlatego bezdzietne pary od czasu do czasu powinny się przetestować. Żeby po latach spędzonych razem nie dociekać głupio: „Kim jest ten rozczochraniec obok mnie?”. Do tej krótkiej instrukcji Iris Apfel dorzuciłaby pewnie jeszcze poczucie humoru. I słusznie, nie da się przeżyć sześćdziesięciu lat z drugim człowiekiem, biorąc wszystko na poważnie. Iris i Carl uwielbiali się bawić, podróżować, mieli mnóstwo szalonych pasji… Byli radośni i spontaniczni jak dziesięcioletnie brzdące! I może to jest najlepsza recepta na szczęśliwe małżeństwo bez dzieci? Sami bądźcie jak dzieci, a nigdy się sobą nie znudzicie:) Foto: Luiza Różycka
Pan Jezus 90% swojego życia przeżył bez wielkich ewangelizacji, cudów i nauczania innych. Może więc warto doceniać przeciętną codzienność? Kilka lat temu miałam zabawną, choć bardzo ważną dla mojego rozwoju, "przygodę" podczas rekolekcji organizowanych przez naszą Wspólnotę. Ojciec rekolekcjonista swoje nauki rozpoczął od prośby, byśmy zamknęli oczy i wyłapali pierwsze słowo, które nam przychodzi do głowy w odpowiedzi na pytanie: kim jestem? Choć był to dla mnie dość trudny emocjonalnie czas, bez trudu i wyraźnie usłyszałam dwa słowa: "szczęśliwa i błogosławiona". Nie sposób było nie uśmiechnąć się do tej myśli, bo wraz z nią zalały mnie bardzo pozytywne emocje. Wszystkie oscylujące wokół tego przekonania, że rzeczywiście, o swoim życiu, choć niepozbawionym cierpienia i wyzwań, z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest szczęśliwe i pełne błogosławieństwa. Że taka jestem! Siedziałam więc z bananem na buzi w ławce i kiedy ksiądz poprosił, by podniosły rękę te osoby, które usłyszały "jestem kochany!", zrobiłam to bez wahania ;). "Świetnie. Pani z ostatniej ławki może już wracać do domu. Pani żadnych rekolekcji nie potrzebuje" - uśmiechnął się ksiądz serdecznie, a ja z zaskoczeniem zauważyłam, że jako jedyna osoba w kościele trzymam rękę w górze. Zapominanie Wracam do tego wspomnienia raz po raz, zwłaszcza wtedy, gdy zaczynam się taplać w wątpliwościach, kompleksach i czarnowidztwie. Nie wiem, jak Wy, ale ja ciągle muszę w sobie walczyć z postawą, która w każdym życiowym wyzwaniu dostrzega zagrożenia, a asekuranctwo traktuje jak tarczę. Niestety, z bólem serca przyznaję, że jestem mistrzynią pisania czarnych scenariuszy i - co gorsza - nie zachowuję ich tylko w swojej głowie (pozdrawiam Cię, Najdroższy ;). Bardzo mnie to we mnie irytuje, zwłaszcza wtedy, gdy odbieram sobie i najbliższym radość z czegoś, co nas może spotkać. Zaufanie Ufam Bogu. Zazwyczaj. Moje zaufanie kończy się (niestety) tam, gdzie przestaję mieć kontrolę, zwłaszcza kontrolę nad życiem tych, których najmocniej kocham. Lęk o najbliższych jest tym miejscem, w którym mówię Bogu: "Wybacz, boję się". Pewnie dlatego tak strasznie bolą mnie słowa Pana Jezusa: "Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 37). Mam jednak w sobie równocześnie wielki pokój serca, że kto jak kto, ale On mnie za to nie przekreśla, tylko tak prowadzi w życiu, by tę ufność powoli, dzień po dniu budować. Zwyczajnie i bez fajerwerków. Zaskoczenie Nie macie tak, że czasami nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się zmieniliście, dopóki codzienność nie wyrwie Was z utartych schematów? Ja tak mam z moją wiarą osobistą. Raz po raz spotyka mnie w życiu taka sytuacja, w której z zaskoczeniem dostrzegam, że zmieniłam się. Na lepsze. Tak było z moim poczuciem własnej wartości, które przez długi czas oscylowało gdzieś na poziomie Rowu Mariańskiego. Otoczona Miłością, zawierzając się konsekwentnie Bogu, nawet nie spostrzegłam, kiedy przekonanie, że jestem kochana i wyjątkowa, stało się prawdą, która nie daje się wypchnąć na margines mojej świadomości. Wręcz przeciwnie: kształtuje moją rzeczywistość i pomaga się rozwijać. To nie stało się spektakularnie. Nie było chórów anielskich i feerii światła, kiedy dotarło do mnie, że jestem błogosławiona. Na dobrą sprawę do dziś mnie to dziwi, bo myśl, że jesteśmy dziećmi Bożymi, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo i powołanymi tylko i wyłącznie po to, by kochać, wydaje mi się nie z tej ziemi. No powiedzcie sami, czy takiemu przekonaniu nie powinno towarzyszyć w głowie "ALLELUJA" co najmniej w wydaniu Haendla? ;) Dziwne, jak trudno nam przyznać się do tego, że jesteśmy szczęśliwi, że dobrze się nam żyje, że czujemy się spełnieni, zrealizowani, kochani. Kiedy po wspomnianych rekolekcjach zapytałam mojego Męża (który był i jest dla mnie wzorem wiary), dlaczego nie podniósł ręki, odparł skonsternowany, że… się krępował. Kim jesteś, Boże, dla mnie? Szczęśliwa - tak. To ja. To nie znaczy, że wolna od trosk. To nie znaczy doskonała. To nie znaczy święta. Szczęśliwa, czyli przekonana o tym, że moje życie ma sens i cel, że jest Ktoś, kto mnie sobie wymarzył i nie przypadkiem wpisał w historię świata. Kochana i kochająca. Błogosławiona - tak. To też ja. Zalana Miłością, którą dane mi jest dostrzegać i doświadczać. Obdarowana szansą życia w świecie zapierającym dech w piersiach swoim pięknem i niezwykłością. Zachwycona Bogiem, który każdego dnia daje mi Siebie smakować i poznawać. Który jest bliski, hojny i nieogarniony. Który pozostaje jedynym pewnym punktem odniesienia, gdy przychodzą życiowe burze. Jestem. Jestem, bo On mnie zapragnął. I choć do ostatniego tchu pozostanie dla mnie Tajemnicą, to każdego dnia mogę starać się Go lepiej poznać. Krok po kroku budujemy naszą relację, a On nie narzuca mi kosmicznego tempa, tylko z pokorą, cichutko i bez fajerwerków robi swoje. Przemienia mnie i moje życie. Mimo moich grzechów, upadków, asekuranctwa. Robi to konsekwentnie i na rozmaite sposoby. Od czasu do czasu pozwala nawet dostrzec ;). Doceniaj Bardzo podoba mi się myśl, że po przyjęciu Pana Jezusa każdy z nas staje się monstrancją. No więc wychodzimy do świata po Eucharystii i co? Powinniśmy tryskać radością, jaśnieć dobrocią, prostotą, pokorą, a nawet jeśli nie (widocznym gołym okiem) szczęściem, to przynajmniej pokojem serca. A jak jest w rzeczywistości? Staram się więc często uświadamiać sobie, że jestem świątynią Pana. Ta myśl stawia mnie do pionu, gdy zbyt ochoczo zaczynam dezawuować swoją wartość. Patrzę na swoje życie i nazywam te miejsca, które są niezwykłe, te momenty, które są wielką, niezasłużoną łaską. Od oddechu począwszy, przez talenty, na Miłości skończywszy. Staram się nie koncentrować na tym, że co rusz potykam się na drodze wiary i życia ewangelicznymi przykazaniami. Raczej próbuję coraz lepiej poznawać Tego, który w trosce o bliźniego nie gada, a czyni. I ciągle idzie. Bo przecież Bóg nie jest statyczną prawdą - jest Osobą, która wykracza daleko poza nasze możliwości poznania i nikogo, nigdy nie przekreśla. Ta świadomość nie raz ratowała mi duchowe życie. Tak jak Boże przykazanie: kochać bliźniego JAK SIEBIE samego. Kim jesteś? Walczę też (głównie w swojej głowie) o prawo do uśmiechu w kościele ;). Po to, by ktoś, patrząc na mnie, nie bał się podejść, zagadać, poprosić o pomoc. By nie bał się podać ręki na znaku pokoju i zapytać o drogę do sklepu, gdy wyjdziemy z kościoła. Daję sobie prawo, by zwykłe, ciche, dobre życie ze spokojem sumienia traktować jako realizację Bożego zamysłu. Bo czasem warto przypomnieć sobie o proporcjach. Pan Jezus 90% swojego życia przeżył bez wielkich ewangelizacji, cudów i nauczania innych. Przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Może więc warto doceniać przeciętną codzienność i zauważać, ile dobra i radości tkwi w prozaicznych czynnościach? Może warto więcej uśmiechać się do swojego życia i do życia innych ludzi? To bardzo buduje. Szczęśliwa i błogosławiona. Nieidealna. Świadoma bycia dzieckiem Boga. Kochana. Obdarowana. W drodze. To ja. A Ty? Kim jesteś? Agata Rusek - zawodowo związana z osobami starszymi, od 5 lat koncentruje się raczej na młodszych pokoleniach (czyt. jest mamą trójki szkrabów) Tekst pochodzi z bloga
Nie wszystkie relacje są sobie równe. To, że jesteś w związku z kimś, nie oznacza automatycznie, że będziesz szczęśliwy. Istnieje wiele rzeczy, które mogą sprawić, że związek będzie się rozwijał i przynosił ci satysfakcję, tak, jak wiele rzeczy, które mogą go zniszczyć, sprawić, że będzie ci źle w tej relacji. Idealnie byłoby umieć od razu zidentyfikować problemy w związku. Czy wiesz, dlaczego właściwie nie jesteś z nim szczęśliwa? 10 powodów, dla których nie jesteś szczęśliwa w związku Przestałaś angażować się w swoje małżeństwo Kiedy dopiero zaczynasz swoją relację z kimś, z reguły wkładasz w nią maksymalny wysiłek. Ciężko pracujesz nad tym uczuciem, chociaż wcale tego nie widzisz – to się dzieje naturalnie. Jednak, gdy wejdziesz głębiej w stabilną relację, możesz osiągnąć taki etap samozadowolenia, który nie daje ci już poczucia satysfakcji ze starań o ten związek. Twój układ to relacja typu „przyjaciele z korzyściami” A to oznacza, że masz poważne problemy z zaangażowaniem. Chcesz wszystkich przywilejów związku, ale żadnej odpowiedzialności. I właśnie ten strach przed zaangażowaniem sprawia, że jesteś niezadowolona z całej swojej sytuacji. Jesteś wrodzonym narcyzem Narcyzi nigdy nie mogą być szczęśliwi w związkach, ponieważ nie pozwalają sobie zakochać się we właściwej osobie. Jesteś po prostu nudna i jednowymiarowa Więc w zasadzie to nie twój związek z drugą osobą sprawia, że nie jesteś z nią szczęśliwa, ale twoja relacja z samą sobą. Utknęłaś w wirtualnym świecie Stałaś się bezosobowa. Twoje życie to ty przed jakimś ekranem komputera. Ciągle aktywnie działasz w wirtualnym świecie – tam masz znajomych, tam pokazujesz siebie, ale w realnym świecie nie istniejesz. Nie żyjesz w tej danej chwili. Żaden związek nie przyniesie ci szczęścia, dopóki się z tego nie wyrwiesz. Nie traktujesz partnera z szacunkiem i życzliwością Jak więc chcesz, by ciebie szanowano? Trudno być szczęśliwym w związku, który przypomina ciągłą walkę, w którym wciąż się wzajemnie ranicie. Nie pozwalasz sobie na to, by pokazać emocje Tak, chronisz się przed bólem, nie pozwalając sobie na to, by czuć. Jednak jednocześnie pozbawiasz się także możliwości odczuwania szczęścia, radości, podniecenia i spełnienia. Zawsze myślisz o tym, czego ci brakuje Nie możesz być szczęśliwa w związku, w którym teraz jesteś, ponieważ jesteś zbyt zajęta marzeniami o wszystkich innych związkach, w których mogłabyś być. Nie potrafisz przeprowadzić głębszej rozmowy z partnerem Większość ludzi w zdrowych i szczęśliwych związkach jest w stanie prowadzić ze sobą nawet najtrudniejszą rozmowę. Wymaga tego poziom zaangażowania w związek. Zbyt długo cierpiałaś Być może byłaś w tylu szkodliwych i toksycznych związkach, że w tym momencie praktycznie nie umiesz być szczęśliwa. Zbyt wiele razy zadano ci ból i jeszcze nie wyzdrowiałaś z tych emocjonalnych ran i blizn. Poświęć trochę czasu samej sobie, zanim zaangażujesz się w nowy związek. Na podstawie:
nie jestem szczęśliwa w małżeństwie