Wzrost PKB Polski na tle Europy. Nasza gospodarka rozwija się ostatnio bardzo dynamicznie. Jesteśmy wskazywani na jednego z liderów wzrostu od czasów wybuchu pandemii. Względem 2019 roku PKB Polski urosło o ok. 11%. Tak duży wzrost PKB Polski sprawia, że zostawiamy wiele państw Europy w tyle. Dobrze prezentuje to poniższy wykres. Jak na tle Europy pod względem średniej długości życia wypada Polska? Średnia długość życia w Polsce wynosi 77,5 roku . Rozbijając dane Eurostatu na poszczególne województwa, najdłużej żyją mieszkańcy Małopolski - kobiety 80,9 lat, a mężczyźni - 73,4 lat . Powierzchnia Polski w porównaniu z innymi państwami Europy. Powierzchnia ogólna ( EU ) 2012. Europa. 10 180 tys. km2. Unia Europejska. Polska na tle Europy, czy nawet tle globalnym, wyróżnia się pod względem infrastruktury, tzn. polska infrastruktura bankowa była budowana w dużej mierze w późnych latach 90. czy dwutysięcznych aby sprostać wyzwaniom regulacyjnym i klienckim. Natomiast infrastruktura bankowa np. we Włoszech była budowana w latach 80. PKB spadł o 0,3 proc. w strefie euro i 0,1 proc. w UE - wynika z szacunków opublikowanych przez Eurostat. Polska utrzymała się w środku unijnej stawki. W porównaniu z tym samym kwartałem jelaskan perbedaan seni patung dengan seni pahat. Najnowszy raport NIZP – PZH pokazuje słabości i mocne strony zdrowia polskiego społeczeństwa oraz jego uwarunkowania. Wprawdzie dłużej żyjemy, ale w dziedzinie zdrowia publicznego wiele należy jeszcze zrobić, by dogonić społeczeństwa europejskie. Otrzymane wyniki komentują najwybitniejsi polscy eksperci. Fot. PAP 1. Długowieczne Polki, mocno przeciętni Polacy Polki żyją już tylko 1,7 roku krócej niż wynosi średnia europejska - prawie 82 lata (średnia to ponad 83. Trochę brakuje im do długowiecznych Hiszpanek, które osiągają wiek ponad 86 lat. Najkrócej wśród mieszkanek Unii żyją Bułgarki – tylko 78,7 roku. Znacznie gorzej pod tym względem przestawia się sprawa Polaków, którzy średnio żyją niespełna 74 lata (73,8). To ponad 4 lata mniej niż wynosi przeciętna długość życia mieszkańców Unii Europejskiej (78,0) i prawie siedem lat mniej niż Szwedzi (80,6). Najszybciej w Unii umierają Litwini, żyją średnio 69,2 roku. W całej Unii obserwuje się zależność długości życia od wykształcenia – im wyższe, tym dłuższe życie, ale szczególnie silny jest ten trend w krajach dawnego bloku wschodniego. 30-letni Czesi z wykształceniem gimnazjalnym lub niższym mogą oczekiwać ponad 15 lat krótszego życia (15,2) niż ich rówieśnicy po studiach. W przypadku Polaków, różnica też jest spora: wynosi prawie 12 lat (11,9). W przypadku kobiet różnice te są znacznie mniejsze. Wykształcone 30 –letnie Estonki będą statystycznie żyły o ponad osiem lat (8,4) dłużej niż ich koleżanki z edukacją na poziomie gimnazjalnym lub niższym. Polki – nieco ponad 5 lat (5,1). Komentarz eksperta: Dlaczego osoby gorzej wykształcone żyją krócej? Prof. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM w warszawskim szpitalu SOLEC: Osoby mieszkające na Pradze Północ w stosunku do mieszkańców Wilanowa mogą żyć nawet i 15 lat krócej. Steruje tym bardzo złożony mechanizm, zależny od poziomu wykształcenia, możności, a tak naprawdę wiedzy. Jak się patrzy na ulicę w Stanach, to się widzi grubych ludzi, a jak jedzie na amerykański kongres medyczny, to są prawie sami szczupli. Im człowiek bardziej wykształcony, tym bardziej zdaje sobie sprawę z ryzyka narażającego na choroby. Wśród osób lepiej wykształconych mniej jest palaczy, mniej jest patologicznie grubych – mniej choruje na cukrzycę 2. typu. Jeśli już na coś chorują, to nie protestują, tylko biorą leki, często modyfikują też tryb życia (dieta, ruch). I nie eksperymentują – jak już się lepiej poczują, to nie ich odstawiają. Z tego powodu osoby lepiej wykształcone, nie tylko medycznie, dłużej żyją. 2. Polacy umierają przedwcześnie na choroby układu krążenia, a Polki na raka Główną przyczyną przedwczesnej śmierci Polaków w wieku 25-64 są choroby układu krążenia. Liczba mężczyzn umierających z tego powodu od końca lat 90. XX wieku systematycznie spada, ale na tle średniej unijnej wciąż wypadamy jednak niekorzystnie. Nasi panowie prawie dwukrotnie częściej niż statystyczny Europejczyk umierają na choroby układu krążenia. (183,8 na 100 tys. u nas i 96,8 na 100 tys. w Europie.) Główną przyczyną przedwczesnej śmierci Polek w wieku 25-64 są nowotwory złośliwe. W tym przypadku na tle Unii nie wypadamy tak źle ( 115,9 przypadków na 100 tys. u nas i 93 na 100 tys. w Europie). Przyczyną przedwczesnej śmierci Polaków obydwu płci są też tzw. choroby naczyń mózgowych, czyli udary. Ich liczba systematycznie spada, jednak daleko nam jeszcze do wskaźników unijnych. (W Polsce wśród mężczyzn notuje się 30,1 przypadków zgonów z powodu tych chorób na 100 tys., a w Unii 15,9. Wśród Polek 13,3 na 100 tys., podczas gdy statystycznych Europejek – 8,5). Komentarz eksperta: Dlaczego mężczyźni umierają przedwcześnie znacznie częściej niż kobiety? Prof. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM w warszawskim szpitalu SOLEC: Nie do końca potrafimy wyjaśnić to zjawisko. Kobiety są zapewne chronione przez hormony do mniej więcej 50. roku życia, kiedy przechodzą menopauzę. Hormony działają trochę jak leki: rozkurczają naczynia, mniej jest nadciśnienia, śródbłonek naczyniowy jest chroniony nawet wtedy, gdy inne czynniki są takie same jak u mężczyzn, np. podwyższony cholesterol czy palenie papierosów. 3. Nowotwory wciąż niebezpieczne W ciągu ostatniej dekady w Polsce nie odnotowano postępu w wyleczalności nowotworów złośliwych – zauważają autorzy raportu. Skutecznie daje się zwalczyć zaledwie 43 procent tego typu chorób, co plasuje nasz kraj w ogonie Europy. Podobnie jest na Łotwie (także 43 proc.), zaś gorzej jedynie w Bułgarii (40 proc.). Średnia europejska wynosi 55 procent. Najlepiej pod tym względem jest w Szwecji, gdzie wyleczalność raka wynosi aż 64 proc. Spośród nowotworów spotykanych wyłącznie u jednej z płci, warto wspomnieć raka prostaty, którego wyleczalność w Polsce wynosi zaledwie 74 proc., podczas gdy w Finlandii sięga ona 93 proc. Z kolei w przypadku raka szyjki macicy plasujemy się obok Bułgarii na ostatnim miejscu w Europie (53 proc.), podczas gdy na Islandii daje się wyleczyć 73 proc. przypadków tego nowotworu. Komentarz eksperta: Dlaczego w Polsce, w porównaniu z innymi krajami Europy, wyleczalność nowotworów jest tak niska? Dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii: Obecna sytuacja jest wynikiem braku działań w przeszłości, kiedy została zaniechana lub zaniedbana powszechna ustawiczna edukacja prozdrowotna całego społeczeństwa oraz prewencja i profilaktyka nowotworowa. 40-50 proc. nowotworów można by uniknąć dzięki zmianie stylu życia i przyzwyczajeń. Powinniśmy wszyscy wykazywać „czujność onkologiczną” i pamiętać o złotej zasadzie 2-3 tygodni. Jeśli jakieś objawy lub dolegliwości leczone standardowymi środkami nie ustępują po tym czasie, należy zrobić badania w kierunku nowotworu. Inną sprawą są badania przesiewowe. Ludzie dostają zaproszenia, ale z nich nie korzystają, bo się boją, że wykryty zostanie rak. 70 procent chorych onkologicznie przychodzi za późno do lekarza. Podstawą w przypadku leczeniu nowotworów jest prewencja. Z wyliczeń Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że każdego roku na świecie można by uratować 3,7 mln ludzkich istnień, gdyby poczynić odpowiednie inwestycje w strategie prewencji, wczesnego wykrywania i powszechnego dostępu do nowoczesnego leczenia chorych na nowotwory. W krajach o niskim i średnim dochodzie narodowym inwestycja w działania prewencyjne, szacowana na około 11 miliardów dolarów, spowodowałaby potencjalne oszczędności w środkach przeznaczanych na leczenie chorych na raka w wysokości około 100 miliardów dolarów. Sytuacja w Polsce ulega powolnej poprawie dzięki realizacji kolejnych narodowych programów zwalczania chorób nowotworowych, które z konieczności (zbyt małe nakłady finansowe na służbę zdrowia) mają ciągle charakter interwencyjny, łagodząc uprzednie zaniechania i zaniedbania. My, onkolodzy, z nieustającą nadzieją czekamy jednak na wdrożenie narodowego programu strategicznego (Cancer Plan), który przed 2 laty złożony został w Ministerstwie Zdrowia - wypracowany przez zespół kilkudziesięciu onkologów i innych ekspertów w dziedzinie ochrony zdrowia. 4. Polacy w depresji Depresja jest poważnym problemem społecznym i medycznym w całej Europie. Ogólne objawy depresji wykazuje ponad 5 proc. Polaków (5,4 proc.) – ok. 1,5 mln osób. Natomiast 2 proc. cierpi z powodu najbardziej nasilonych objawów tej choroby. Najzdrowsi są pod tym względem nasi południowi sąsiedzi Czesi (3,2 proc. chorych na depresję) i Słowacy (3,4 proc.). Zaskakujące jest, że największy odsetek osób skarżących się na tą chorobę odnotowuje się w zupełnie różnych miejscach Europy: na Węgrzech (10,5 proc.) i w Portugalii (10,3 proc.) Przyczyny tego stanu rzeczy nie są znane. W tym drugim kraju odnotowano również najwyższy odsetek kobiet z depresją – 14 procent. Polsce jest to 6,7 procent. Reguła, że kobiety są bardziej podatne na tą chorobę niż mężczyźni, powtarza się we wszystkich krajach europejskich. Średnia unijna w przypadku płci męskiej wynosi 5,5 proc., natomiast żeńskiej 8,0 proc. Tak jak w przypadku innych schorzeń, na depresję chorują częściej osoby z niższym wykształceniem. Szczególny rozziew widać w przypadku kobiet, gdzie zarówno w Polsce, jak i w Europie, te z wykształceniem gimnazjalnym i niższym, mają dwuipółkrotnie większą szansę na zachorowanie na depresję, niż te po studiach. /> Komentarz eksperta: Jak można zmniejszać poziom zachorowań na depresję w Polsce, czy któryś z krajów Europy ma sukcesy na tym polu? Prof. Łukasz Święcicki, kierownik II Kliniki Psychiatrycznej, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie: Programy pozwalające zwalczać depresję prowadzono z powodzeniem w Niemczech, a przeciwdziałające samobójstwom - w Skandynawii. Nasze rozwiązania są podobne, ale nie korzystaliśmy bezpośrednio z rozwiązań niemieckich czy skandynawskich. Po pierwsze należy zająć się grupami zwiększonego ryzyka: kobietami w okresie okołoporodowym, młodzieżą pod koniec gimnazjum czy na początku liceum, osobami, u których już odnotowano wcześniej epizody depresyjne, ludźmi starszymi, z rozmaitego typu innymi schorzeniami. Należy prowadzić badania przesiewowe, a wszystkie kobiety po urodzeniu dziecka powinny wypełniać Edynburski Kwestionariusz Depresji Poporodowej, pozwalający zidentyfikować te z depresją poporodową. Wśród młodzieży proponujemy upowszechnienie Terapii CBT - poznawczo-behawioralnej w wersji elektronicznej, którą nazywamy „szczepionką przeciwdepresyjną”. Sprawdziła się ona w Australii. Uczniowie w ramach lekcji ściągają na tablety czy komputery interaktywny plik, który pomaga im walczyć z depresją. /> 5. Wrodzona kiła w natarciu? W przypadku kiły, europejska średnia zachorowań jest nieco wyższa niż w polska. Wielce niepokojące jest jednak to, że w latach 2010-2014 co roku w naszym kraju odnotowywano ponad 10 przypadków kiły wrodzonej (powodującej zniekształcenie dziecka). Przypadki kiły wrodzonej, czyli przekazywanej przez matkę dziecku, zgłaszane przez Polskę i Bułgarię, stanowią większość przypadków tej postaci choroby w całej Europie. Autorzy raportu podejrzewają, że w Polsce choruje prawdopodobnie znacznie więcej kobiet w wieku rozrodczym niż wynika to ze statystyk. Nieświadome swego stanu (kiła może przybrać postać utajoną) – przekazują ją potomstwu. Komentarz eksperta: Dlaczego kiła wraca w niektórych krajach Europy? Prof. Sławomir Majewski. Kierownik Kliniki Dermatologii i Wenerologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny: Fakt, że średnia zachorowań na kiłę w Europie jest nieco większa niż średnia polska wynika z braku zgłaszania wszystkich przypadków tej choroby przez lekarzy, którzy mają taki obowiązek. Potwierdzeniem tego może być fakt, że z naszego ośrodka pochodzi około 30% wszystkich zgłoszeń przypadków kiły nabytej (i aż 65% zgłoszeń przypadków rzeżączki) co świadczy, że inne ośrodki w Polsce zgłaszają bardzo mało przypadków. Z całą pewnością statystyki są zaniżone i mamy znacznie więcej przypadków kiły niż zgłoszeń. Pozostaje otwartym pytanie czy wszystkie zgłoszone przypadki kiły wrodzonej były prawidłowo potwierdzone weryfikacją obecności przeciwciał w klasie IgM (niezbędny warunek rozpoznania). Należałoby sprawdzić czy wszystkie kobiety w ciąży, zgodnie z wymogami ustawowymi, są dwukrotnie badane w czasie ciąży w kierunku kiły. 6. Zatruta Polska, zagrożeni Polacy W Polsce głównym źródłem pyłów PM 2,5 uważanych za najbardziej szkodliwe jest przede wszystkim spalanie węgla i biomasy. Większość mieszkańców polskich miast oddycha powietrzem bardzo zanieczyszczonym, przekraczającym normy nie tylko zalecane przez Światową Organizacje Zdrowia, ale i znacznie bardziej pobłażliwą pod tym względem Unię Europejską. Przez to rośnie zachorowalność na raka płuc i choroby układu oddechowego oraz układu krążenia. Istnieją też dowody, że zanieczyszczenie powietrza spowalnia rozwój dziecka w łonie matki i zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu. Prowadzone analizy pozwalają przypisać zanieczyszczeniu powietrza określone liczby przedwczesnych zgonów na 100 tys. mieszkańców. Najniższe wskaźniki notuje się w państwach Europy Zachodniej, a najwyższe w Wschodniej (gdzie powietrze jest najgorszej jakości.) Badania z 2013 roku dowodzą, że zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do śmierci największej liczby osób na Ukrainie i Białorusi oraz w Bułgarii (powyżej 100), najmniejszej zaś (poniżej 20) w krajach skandynawskich – Norwegii, Szwecji, Finlandii i na Islandii. Średnia europejska wynosi 50 przypadków, w Polsce - 60. Pytanie do eksperta: Za jakie schorzenia odpowiadają zanieczyszczenia? Dr Piotr Dąbrowiecki z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie: Są silne dowody naukowe na to, że cząsteczki pyłów przenikając do organizmu przez ściany pęcherzyków płucnych mogą powodować reakcje zapalne. To dlatego, że pyły działają nie tylko na układ oddechowy, ale i uszkadzają układ krążenia, wywołują i nasilają miażdżycę naczyń krwionośnych, zwiększając śmiertelność z przyczyn sercowo-naczyniowych i z powodu raka płuca. Zanieczyszczone powietrze ma także wpływ na zaostrzenie objawów choroby u pacjentów z chorobą niedokrwienną serca, arytmią czy niewydolnością serca. To dlatego szacuje się, że narażenie przez kilka lat na drobne pyły może prowadzić do skrócenia oczekiwanego okresu życia o kilka miesięcy lub nawet kilka lat. 7. Nadwaga i otyłość cechą charakterystyczną Europejczyków Choć Polska nie należy do grupy pięciu krajów, w których otyłość i nadwaga stanowią największy problem, nie jest u nas w tej kwestii najlepiej. Wśród mężczyzn powyżej 18. roku życia zbyt dużo waży 68,2 proc., zaś w przypadku kobiet jest to 60,5 proc. Nadwaga i otyłość są definiowane za pomocą współczynnika BMI (uzyskuje się go przez podzielenie masy ciała w kilogramach przez kwadrat wysokości w metrach). To powszechnie stosowany miernik. BMI w wysokości 25-30 to nadwaga, powyżej 30 – otyłość. Największy problem z nadmiarowymi kilogramami mają w Europie Czesi, gdzie problem ten dotyka 72,8 proc. dorosłych mężczyzn i 61,8 kobiet. Najwięcej pań mających problem z wagą jest na Malcie – 63,7 procent. Teoretycznie w kwestii nadwagi i otyłości najlepiej jest w Estonii, ale przy wskaźnikach 64,2 proc. w przypadku męskiej części populacji i 56,9 żeńskiej nie można mówić o dużym zróżnicowaniu tych wskaźników w Europie. Dlaczego utrzymanie „zdrowiej” masy ciała jest takie ważne? Badanie Globalnego Obciążenia Chorobami umieszcza nadwagę na trzecim miejscu wśród najpoważniejszych czynników łącznego obciążenia chorobami (czyli jej obecność zwiększa ryzyko wystąpienia rozmaitych chorób) dla mieszkańców każdej części Europy. Komentarz eksperta: Dlaczego Europejczycy mają problem z utrzymaniem prawidłowej wagi ciała? Prof. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM w warszawskim szpitalu SOLEC: To nie jest problem tylko Europejczyków, a całego świata. Kwestia braku potrzeby aktywnego ruchu, bo mamy tysiące ułatwień, nie ma więc żadnego powodu, żebyśmy się więcej ruszali. Wszędzie jeździmy samochodem albo innym środkiem komunikacji. Druga sprawa – wszechobecny dostęp do wysokokalorycznego jedzenia, którego obrazy bombardują nas cały czas. Człowiek wjeżdża do miasta, wszędzie są plakaty, włącza telewizor – reklamy. Producenci marzą tylko o tym, żeby zaspokoić konsumentów, wytarzają wafelki, batoniki, słodkie pączki. Nikt prawie nie reklamuje błonnika z warzyw ani soku z marchwi. Trzeba wiedzieć, że słodycze zaspokajają szybką potrzebę nagrody. Ten mechanizm można sobie wyrobić za pomocą ćwiczeń, podczas których wydzielają się hormony szczęścia – endorfiny. Ale to trwa długo. A tu można kupić batonik i po chwili mieć to samo. Jeśli człowiek nie wypracuje sobie zbilansowanych wydatków energetycznych, to tyje. Materiał opracowała Anna Piotrowska Cały raport można znaleźć tutaj: Nie sposób pozostać obojętnym widząc porzucone perły architektury dworcowej czy co raz bardziej zarastające linie kolejowe. W atmosferze słynnego już powiedzenia: „kiedyś było lepiej” warto sprawdzić, jak bardzo zmieniła się polska kolej na przestrzeni ostatnich dekad oraz jak dokonywał się postęp na torach naszych sąsiadów w Europie. Od czasów Gomułki do III RP Przygodę z historią kolejnictwa i liczbami rozpoczniemy nad Wisłą, w okresie PRL-u, a dokładniej mówiąc na przełomie rządów W. Gomułki i E. Gierka. Kategorią godną przyjrzenia się będzie długość sieci kolejowej. Biorąc pod uwagę okres ostatniego półwiecza, długość eksploatowanych linii kolejowych zmalała o ok. 8 tys. km. Oznacza to, że niemal co trzeci kilometr (28%) sieci kolejowej istniejącej do roku 1970 nie jest dziś eksploatowany lub już nie istnieje. Samo kurczenie się sieci kolejowej zaczęło się z rokiem 1980, gdy jej długość osiągnęła swoje maksimum w (dotychczasowych) dziejach naszego kraju: 27,2 tys. km. Jeszcze za czasów PRL, do roku 1990 ubyło 3,5% sieci. Co ciekawe, od wejścia do Unii Europejskiej (a dokładniej od 2005 r.) do roku 2016 ubyło nam dalsze 5,5%. Inną zatrważającą statystyką polskiego kolejnictwa jest długość linii wąskotorowych. Według danych UTK na rok 2016, używanych było jedynie 395 km wąskiego szlaku, czyli pozostał 1 na 10 kilometrów torów położonych do roku 1970 (12% z 3367 km). Już w okresie 1971-1990 ubyło jedną trzecią sieci wąskotorowej. Chociaż okres III RP oznaczała dla sieci kolejowej rekordy zamykania linii kolejowych, zdecydowanemu polepszeniu uległy dane dotyczące długości linii jednotorowych oraz te odnoszące się do elektryfikacji. W latach 1991-2016 dobudowano ponad 4,5 tys. km drugiego toru. Zelektryfikowano dalsze 500 km istniejącej sieci, z tego w pierwszych 20 latach III Rzeczpospolitej ok. 480 km. Natomiast w ostatnich dwóch dekadach PRL-u zelektryfikowano 7,5 tys. km szlaków kolejowych. Przy czym należy zauważyć, że nie wszędzie elektryfikacja jest potrzebna, więc tutaj samo porównanie obu liczb nie jest wystarczające i wymagałoby dalszej pogłębionej analizy. Co do linii jednotorowych, do roku 1990 pozostawało ich w Polsce aż 15 tys. km, co stanowiło ok. 57% całej sieci kolejowej. Między rokiem 1970 a 1990 udało się dobudować tylko 713 km drugiego toru. Dzięki pracy statystyków GUS możemy również porównać liczebność taboru kolejowego, choć w zakresie bardzo okrojonym. Na przełomie rządów Gomułki i Gierka po Polsce pociągi prowadziło prawie 5100 lokomotyw, z tego 3,5 tys. było parowozami. Zaledwie 15 lat później liczba lokomotyw parowych spadła do 851, a w sumie przybyło kolejne 100 lokomotyw (głównie spalinowych). Na początku przemian ustrojowych po sieci normalnotorowej jeździło 4076 lokomotyw i 1052 elektryczne zespoły trakcyjne. Dziś (w 2016 roku) mamy 1223 EZT i o 72 lokomotywy mniej. Zaledwie rok wcześniej mieliśmy o ponad 100 elektrycznych zespołów trakcyjnych oraz 30 lokomotyw więcej. Jako, że mowa tutaj o średnio na dobę czynnym taborze, wskazuje to tylko na wyłączenie z ruchu sporej liczby jednostek. Podium bez Polski Jak wiadomo, Polska nie leży na bezludnej wyspie i warto byłoby sprawdzić, w jakim kierunku poszedł rozwój sieci kolejowej w Europie. Dzięki danym gromadzonym przez Eurostat mamy możliwość sprawdzić, kto dziś w Europie ma najdłuższą sieć kolejową ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Na pierwszy miejscu znajdują się Niemcy z długością sieci kolejowej wynoszącą 38,5 tys. km, na drugiej pozycji uplasowała się Francja z wynikiem 28 tys. km. Polska z 19 tys. km zajęła w tym zestawieniu trzecie miejsce wyprzedzając Włochy, Wielką Brytanię, Hiszpanię (wszystkie między 16 a 17 tys. km sieci kolejowej) oraz Czechy (9,5 tys. km). Jednak, gdy już powiedzieliśmy sprawdzam, trzeba porównać ranking 2016 z zestawieniem z roku 1991 (właśnie od tego roku dane dla Niemiec podawane są łącznie dla obu dawnych państw niemieckich). Pierwsze trzy pozycje dalej pozostały bez zmian. Na siódmym miejscu pojawia się jednak Rumunia, a dalej Szwecja. Porównanie długości sieci kolejowej nabiera większego sensu, gdy uwzględnimy wielkość terytorium, na którym owa infrastruktura się znajduje. Według tego wskaźnika, nasza klasyfikacja wygląda zgoła odmiennie. Wówczas nasz kraj zajmuje dopiero dziesiątą pozycję co do gęstości sieci kolejowej. Wyprzedzają nas takie kraje jak Czechy, Belgia, Niemcy, Luksemburg czy Węgry i Słowacja. Wypadamy za to lepiej niż Rumunia czy Włochy. W naszym kraju na 1000 km2 przypada 61 km linii kolejowych, w Republice Czeskiej jest to 121 km. Biorąc pod uwagę samą długość sieci kolejowej nasz kraj może „pochwalić się” jednym z najwyższych spadków relatywnych, bo liczącym w odniesieniu do roku 1991 aż 26%, czyli ponad 6,7 tys. km torów mniej. Jednak podobną tendencję można było zaobserwować także w Niemczech (2,6 tys. km mniej) oraz we Francji (prawie 6 tys. km zlikwidowanych). Ogółem, w większości krajów w okresie ostatniego ćwierćwiecza rozebrano przynajmniej 100 km torów. Tak na przykład, na niewielkiej Łotwie likwidacja ok. 600 km odpowiada aż 22% tamtejszej sieci kolejowej, natomiast w Portugalii zlikwidowanie podobnej długości przełożyło się na osiemnastoprocentowy spadek. Jak więc wyraźnie widać, chociaż polskie linie kolejowe są jednymi z najdłuższych w Unii Europejskiej, to przy analizie ich gęstości plasujemy się pod koniec pierwszej dziesiątki. Z pewnością po części odpowiedzialnością za taki stan rzeczy można obarczyć ogólną siłę polskiej gospodarki w zestawieniu z innymi krajami wyrażoną w PKB per capita (tutaj jesteśmy jeszcze niżej niż w rankingu gęstości sieci kolejowej). Jednak, przecież takie kraje jak Węgry czy Czechy (mimo podobnych uwarunkowań gospodarczych) bardziej dbają o swoją sieć kolejową. Choć w rankingu na największego likwidatora sieci kolejowej wygralibyśmy pierwszą nagrodę, bez wątpienia tendencja zamykania szlaków kolejowych była ogólnoeuropejska.

polska na tle europy