[1] w dół rzeki – flussabwärts [1] w górę rzeki – flussaufwärts. Sprichwörter: [1] nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki [1] nie pchaj rzeki, sama płynie. Charakteristische Wortkombinationen: [2] rzeka krwi, rzeka łez, rzeka wódki [3] rzeka ludzi, rzeka samochodów. Wortbildungen: [1] rzeczny [1] powieść rzeka Niektórzy mówią, że "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" argumentując, że dwa razy nie powinno się pracować w tej samej firmie. Błażej Balcerzyk zna… Aktorka dodała również: "ja uważam, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Zwłaszcza że rzeka była całkiem extra. Myślę, że byłoby niezwykle trudno ze względu na cały Ukazanie błędnego sposobu rozumienia najsłynniejszego cytatu z Heraklita z Efezu#heraklit #filozofia #pantarhei #panta #rhei #metaforarzeki Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Niektóre znane pary zdają się nie przejmować tą maksymą, bo nie tylko wzięły ze sobą rozwód, ale później ponownie stanęły razem jelaskan perbedaan seni patung dengan seni pahat. Strona główna Motywacja Relacje Kariera Wrażliwość Podróże Współpraca Obserwacje, przemyślenia, wnioski, inspiracje i obawy. Próby odnalezienia odpowiedzi na pytanie: jak żyć? Czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki? [CASE STUDY Z POCAHONTAS] Czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki? Czy warto dać komuś drugą szansę i spróbować jeszcze raz? Czy da się naprawić relację i sprawić, by było jak dawniej? I co w tym temacie ma do powiedzenia Pocahontas? Ten za łukiem rzeki świat „Gdy wchodzisz w rzeki nurt drugi raz, wiedz, że to rzeka jest już nie ta, bo woda ciągle płynie, wciąż się zmienia” – tak właśnie śpiewała Pocahontas. O co jej chodziło? Przede wszystkim o to, że nie jest możliwe zrobienie czegoś dwa razy w ten sam sposób. Nigdy nie usmażysz dwóch takich samych naleśników, nie zobaczysz identycznych zachodów słońca i nie wymienisz jednakowych spojrzeń. Wszystko na świecie jest nietrwałe i ulega stałym modyfikacjom, choć czasami może Ci się wydawać inaczej. Nigdy nie wiesz, co Cię czeka Niektóre przemiany zachodzą bardzo powoli, dlatego niekiedy nie jesteśmy w stanie ich dostrzec. Przyglądając się jakiejś rzeczy, sytuacji czy drugiemu człowiekowi może nam się zdawać, że zachowuje się stabilnie i niezmiennie, ale to tylko złudzenie. Spójrzmy chociażby na tę rzekę. Podmywają się jej brzegi, pogłębia się jej dno, pojawiają się w niej nowe ryby i rośliny. Może z nurtem przypłynie jakaś gałąź, piękne pióro papugi, a może zagubiony japonek lub reklamówka z biedronki. Nie wiesz co się wydarzy za minutę czy za godzinę, a tym bardziej jaką rzekę zastaniesz, gdy postanowisz odwiedzić ją na przykład za rok. Pewne jest tylko to, że naturą świata jest ciągła przemiana. Nigdy to nie będzie ta sama rzeka. I, jak już się pewnie domyślasz, nie tylko o rzekę się tutaj rozchodzi. Ludzie się zmieniają (a Ty razem z nimi) Zmienia się moda, klimat i algorytm Instagrama. Zmieniają się ceny produktów, rozkłady jazdy i kupony rabatowe w McDonaldzie. Zmieniasz się również Ty i ludzie, którzy Cię otaczają. Chłopak, w którym zakochałaś się, gdy miałaś 13 lat z pewnością jest teraz zupełnie innym człowiekiem i może nawet nie rozpoznałabyś go na ulicy. Chłopak, który w liceum zawrócił Ci w głowie, a potem olał, być może żałuje, że Cię wtedy zranił i może od tamtego czasu trochę zmądrzał (niepotwierdzone info, więc się nie nastawiaj). Chłopak, z którym spotykałaś się na studiach i który złamał Ci serce, też stał się już jedynie zniekształconym wspomnieniem. Zapewniam Cię, że jego obraz w Twojej głowie nie ma już nic wspólnego z rzeczywistością. Twoje retrospekcje to tylko starannie wyselekcjonowane, szczęśliwe momenty. Pamiętasz tylko to, co chcesz pamiętać, więc Twoja interpretacja przeszłości jest zaburzona. Nie pozwól, by przeszłość odebrała Ci teraźniejszość Ludzie, których trzymasz w zakątkach swojej pamięci, nie są tymi samymi ludźmi w czasie teraźniejszym. Zmienili się, dojrzeli (albo i nie) i jest to zupełnie naturalny proces. Ty też się zmieniłaś. Ukształtowały Cię różne sytuacje i doświadczenia – wyjazd do innego miasta na studia, pierwsza praca, nowe otoczenie i nowi ludzie. Zmieniło się Twoje podejście do życia, masz teraz inne priorytety, aspiracje i marzenia. Ponowne spotkanie z kimś, kogo przez moment kochałaś na zawsze, może się okazać jedynie sporym rozczarowaniem. Może pomyślisz sobie: „co ja w nim widziałam?!”, a może poczujesz jednak pewnego rodzaju sentyment. Tak czy inaczej chyba szkoda czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Na skutek nikomu nieznanych okoliczności coś poszło wtedy nie tak. Może się nie zgraliście, spotkaliście się w złym momencie albo po prostu tak miało być. Jednak czasem w takich sytuacjach los zaczyna nas kusić. Jedno spojrzenie i uśmiech mogą wystarczyć, by poczuć się tak samo, jak w dniu kiedy spotkaliście się po raz pierwszy i coś zaiskrzyło. Nagle wracają wszystkie pozytywne wspomnienia i pojawia się myśl, że może jednak warto spróbować jeszcze raz i jakoś to wszystko naprawić. To warto dać tę drugą szansę czy nie? Z jednej strony wydaje mi się, że warto. Wychodzę z założenia, że ludzie to tylko zagubione, niedoskonałe istoty, które w swoim życiu popełniają mnóstwo błędów. W szkole nauczyli nas wzorów skróconego mnożenia, budowy pantofelka i pokazali jak zagrać „Wyszły w pole kurki trzy” na flecie, ale nikt nie powiedział nam, jak tworzyć silne relacje – jak kochać i być kochanym. Nie umiemy żyć z drugim człowiekiem, nie wiemy jak się za to zabrać, dlatego robimy czasem głupie rzeczy i wszystko sobie utrudniamy. Z tego powodu powinniśmy być dla siebie bardziej wyrozumiali. Nie można skreślać kogoś, komu raz podwinęła się noga. Jeśli ten ktoś wyrżnie orła i upadnie na twarz w błoto, to może warto podać mu rękę i okazać wsparcie. Można też go wyśmiać, wzruszyć ramionami i dobić – na przykład przejechać po nim traktorem. Odpowiedź: to zależy Różni są ludzie i różne są okoliczności. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji i miliona towarzyszących czynników. Nie ma tu żadnych reguł i zasad, więc cieżko o złote rady i instrukcje krok po kroku. Pewne jest jedynie to, że żeby w ogóle rozmawiać o jakiejkolwiek drugiej szansie, obie strony muszą wyrazić chęć i zaangażowanie. No niestety, do tanga trzeba dwojga. Jeśli jedna strona staje na głowie i stara się najbardziej jak tylko potrafi, a druga strona jest bierna, podjęła już ostateczną decyzję, a jej serce zamieniło się w kamień, to nic z tego nie będzie. Trzeba się z tym po prostu pogodzić, nawet jeśli to bardzo boli. Poboli i przestanie, spoko. Chyba jeszcze nikt nie wymyślił lekarstwa na złamane serce. Gips raczej też nie pomoże. Pozostaje więc cierpliwie czekać, aż serce samo się zrośnie i wróci do pełnej sprawności. W końcu odrodzi się jak feniks z popiołów i wszystko jakoś się ułoży. Przecież co nas nie zabije, to nas wzmocni. Załóżmy, że to prawda. „Kto z miłości jeszcze nie umarł, nie potrafi żyć. Moje serce kiedyś złamane, mocniej kocha dziś.” – to akurat Brodka, a nie Pocahontas, ale też fajne. ZDJĘCIE: KADR Z FILMU POCAHONTAS (Visited 167 times, 1 visits today) Czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki? Wracać do partnerów, których już raz się zostawiło, dawać sobie i im jeszcze jedną szansę? Czy lepiej machnąć ręką, otrzepać kolana i z pieśnią na ustach ruszyć dalej w świat? O tym rozmawiamy dziś z Jankiem z bloga Stay Fly w ramach kolejnego odcinka Wojny płci. Enjoy! Joanna Pachla: Jak to jest z tym wchodzeniem dwa razy do tej samej rzeki? Wchodzić czy nie? Jan Favre: Może zacznijmy od tego, że to nie jest „wchodzenie dwa razy do tej samej”, tylko „wchodzenie dwa razy do takiej samej rzeki”. Do tej samej rzeki można wejść i pińćset razy, dopóki tylko nie wyschnie. Do takiej samej tylko raz, bo odnosi się to do filozoficznego „panta rhei”, czyli „wszystko płynnie” i dzisiejsza rzeka jutro będzie zupełnie inna, bo ktoś, kilometr wcześniej, mógł się do niej odlać, wymordować ryby albo nawrzucać głazów. Joanna Pachla: Tak, w przyrodzie ta rzeka co sekundę może być inna. Ale kiedy odstawimy na bok metaforykę i odniesiemy to do człowieka i jego natury, to czy rzeczywiście będzie on inny? Czy zaangażowanie się drugi raz w związek z tym samym partnerem może przynieść nam coś nowego? Bo może się okazać, że zamiast cudnie rwącej rzeki, to jednak śmierdzący, zarośnięty staw. Jan Favre: Z człowiekiem jest podobnie jak z rzeką, bo w 2/3 składa się z wody. Powstaje też pytanie, co to znaczy “natura człowieka”? Uważasz, że każdy człowieka ma taką samą naturę/uosobienie/podatność na branie do siebie bodźców z otoczenia? Ale już nie dywagując i odnosząc się do głównego pytania, to, żeby odpowiedzieć „czy warto drugi raz wchodzić w związek z tą samą osobą”, trzeba najpierw uzmysłowić sobie coś innego. Mianowicie – ustalić, czemu się z nią rozstało. Co było przyczyną tego, że już nie jesteście razem i czy ta przyczyna ustała. Bo jeśli, przykładowo, on był narkomanem i rzuciłaś go, bo irytowały Cię strzykawki do zażywania marichuaenen porozrzucane po całym mieszkaniu, to czemu miałabyś do niego wrócić, jeśli nie przestał ćpać? Joanna Pachla: Oczywiście, że każdy człowiek jest inny, natomiast jeśli chodzi o zmiany, wydaje mi się, że mechanizm jest zawsze ten sam. Ludzie sami z siebie się nie zmieniają. Natomiast zmieniają się pod wpływem doświadczeń. Ten narkoman, o którym mówisz, może przestać ćpać. Albo choćby zapisać się na odwyk, czym wykaże już jakąś chęć zmiany, wolę walki – o siebie, o mnie i o nasz związek. I wtedy zaryzykowałabym ponowne wejście. Natomiast ten przykład jest skrajny. A co ze związkami o mniejszym natężeniu doświadczeń? Ot, zwyczajna para, która jest ze sobą kilka miesięcy czy lat. Pewnego dnia się rozstaje – czy to pod wpływem zbyt wybuchowej kłótni czy też spokojnej rozmowy, w której doszli oboje do wniosku, że chcieliby spróbować życia bez siebie. No i rozeszli się, spróbowali, po czym któreś jednak stwierdziło, że to był błąd. Co wtedy? Wracać, ratować? Sklejać? Jan Favre: Jak wykaże wolę walki o Ciebie zapisaniem się na odwyk, tylko po to, żebyś do niego wróciła, to nie wróżę najlepiej temu związkowi. Potem będzie szantażował Cię, że jak tylko go zostawisz, znowu zacznie ćpać. Co do „zwyczajnej pary”, o której piszesz, to za bardzo tego nie rozumiem. Wszystko było między nimi dobrze, raz się pokłócili o to, że zupa była za słona i się rozstali? To raczej tak nie działa i zawsze jest większy, często ukryty, problem. Joanna Pachla: Nie wierzysz w siłę emocji? Znam pary, które rozstały się na zasadzie jednej iskry. Coś, ktoś, gdzieś, w niewłaściwym momencie. I wystarczyło. Są słowa, które działają jak bomby. Jasne, że jak jesteś ze sobą 10 lat, to umiesz z tego wyjść. Ale na początku związku czasem wolisz się rozstać niż jakkolwiek to drążyć. Jan Favre: Nie wierzę, że jeśli ktoś się rozstaje przez jedną kłótnię, to powinien być ze sobą. Ta iskra, o której mówisz, to zazwyczaj kropla agresji, która przelała szalę goryczy, zbierającą się przez dłuższy czas. No chyba, że ktoś ot tak, bez nawarstwiających się problemów przez ileś tam tygodni, bez powodu wpada w niepohamowaną histerię i obraża Cię przekraczając wszelkie granice. Wtedy trzeba spierdalać. Joanna Pachla: Zaczynam wierzyć, że nawet dla takiej bajki jak „Smerfy” potrafiłbyś napisać najczarniejszy scenariusz! Choć, oczywiście, w wielu przypadkach pewnie trudno byłoby się z Tobą nie zgodzić. Nie wierzysz w takim razie w rozstania, po których można by do siebie wrócić? Przecież takie też się w życiu zdarzają! Jan Favre: Pewnie, że wierzę! Tyle, że tak, jak powiedziałem na samym początku, trzeba ustalić przyczynę, która spowodowała, że się rozstaliście i rozeznać, czy ona ustała. Jeśli był nierobem, niepotrafiącym wyprać sobie skarpetek i ugotować makaronu z wodą, a po tym, jak go wyrzuciłaś z domu, sam z siebie zapisał się na kurs „Pranie i gotowanie dla opornych” i jest w stanie nawet zrobić jajecznicę z kurkami, to warto rozważyć powrót do siebie. Jeśli rzuciłaś go, bo był nierobem i całe dnie grał w WOWa i po tych 10 latach kiedy nie jesteście razem, wciąż nic się nie zmieniło, to po co miałabyś do niego wracać? Joanna Pachla: Niektórzy wracają z miłości. Jan Favre: Asia… Joanna Pachla: Akurat nie wierzę w rozstania tylko dlatego, że ktoś czegoś nie robił. No chyba, że natura lenia przekładała się też na sferę zawodową i poza praniem, sprzątaniem, gotowaniem i całą resztą tego grajdołu, kobieta ma na głowie jeszcze zarabianie na dom. Wtedy wracać nie ma po co, a jak się cierpi na niedobory miłości, to zawsze można zaadoptować kota lub psa. Ale tak, przyczyna rozstania jest tutaj kluczowa. Bo jeśli Ty chcesz ślubu, a ja nie, i nie dogadaliśmy się w tej kwestii latami, to po co tracić czas? Tak samo z dzieckiem. Ale są sfery, w których jesteś w stanie iść na kompromisy. Bywa przecież tak, że będąc w związku wydaje Ci się, że są sprawy, w których się nigdy nie ugniesz. Na przykład chcesz mieszkać na wsi, a Twoja kobieta w mieście, w jakimś wijącym się do nieba wieżowcu. Ty kochasz naturę, ona widok z dziesiątego piętra. I chociaż się bardzo kochacie, to każde z Was ma inne priorytety. Rozstajecie się, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że w tej jednej, konkretnej sferze się jednak nie dogadacie. Ona zostaje w mieście, Ty wypasasz owce i jesteś jak Stasiuk i ten jego Smoleńsk, ale w pewnym momencie łapiesz się na tym, że życie bez niej jednak trochę ssie. Że łąka spoko, owce spoko, nawet mleko własnoręcznie dojone od krowy – no, nic nie daje Ci takich emocji, jakie dawała Ci ona. Przewartościowujesz priorytety, chcesz wrócić. I chyba nie chcesz, żeby ona wtedy powiedziała, że nie? Jan Favre: Ty chyba nigdy własnoręcznie owiec nie wypasałaś. Odnosząc się jednak sytuacji, o której mówisz, to przerabiałem dokładnie ten wariant. Ja chciałem żyć w Polsce, bo język, ona w Norwegii, bo kultura. Rozstaliśmy się, bo jakby nie patrzeć, te dwa miejsca nie są obok siebie nawet na mapie, po czym wróciliśmy do siebie, bo przecież żyć bez siebie się nie dało. I, jak się po niecałym roku okazało, razem też się tego pożycia nie dało kontynuować, bo jednak tej potrzeby bycia wśród fiordów nie sposób było zagłuszyć i mimo, że regularnie podtapiana, jednak wypłynęła i zatopiła nasz związek. Wracając po raz sto tysięcy dziewięć setny do tego, co powiedziałem na samym początku – przyczyna, przez którą się rozstaliśmy, nie minęła, więc nie było możliwości kontynuowania związku. Joanna Pachla: Ale jak Cię pytałam, czy znasz jakieś pary, którym by się takie powroty udawały, to powiedziałeś, że tak. Co zatem się stało, że im się udało? Jan Favre: Rozstawali się jakieś 4 czy 5 razy, kłócąc się o bardzo różne rzeczy i za każdym razem do powrotu dochodziło w momencie, kiedy któreś z nich się faktycznie zmieniało. To był naprawdę wybuchowy związek, który – jak to się mówi – musiał się dotrzeć. I się dotarł. Są ze sobą już 8 lat, przy czym od 4 bez żadnej przerwy. Joanna Pachla: Czyli da się! Wiesz, zastanawiam się, co sama bym zrobiła w takim momencie. Z jednej strony, nie znam zbyt wielu par, które by się rozeszły, zeszły i po kres świata były szczęśliwe. Ba, znam tylko jedną. Ale za to są jednym z najszczęśliwszych małżeństw, jakie kiedykolwiek widziałam – oboje już po trzydziestce, a są razem od liceum. Dwoje pięknych dzieci, wielki dom, życie jak z obrazka. I to jest właśnie ta druga strona – czasem się przecież udaje! O ile do rozstania nie doszło z jakichś patologicznych powodów, takich jak przemoc, agresja (słowna czy fizyczna), uzależnienia, chora zazdrość czy manipulacja – dlaczego nie dać sobie drugiej szansy? Wiesz, rozstać się możesz zawsze. Nikt nie obiecuje, że tym razem się uda, ale kto mi obieca, że jak nie spróbuję, to nie będę tego żałować do końca życia? Jan Favre: Ja bym powiedział, że nie udaje się tylko wtedy, kiedy ludzie są niekonsekwentni i wracają do siebie, mimo że problem dalej występuje. I robią to tylko dlatego, że życie we dwójkę mniej boli, a łatwiej brnąć w błocie na znanym szlaku, niż rozpoczynać podróż w nieznane. Joanna Pachla: Jasne. Ale z każdym problemem można przecież walczyć. We dwoje też. fot. Daryn Bartlett/ Nasze życia są strumieniami wpływającymi do tej samej rzeki płynącej w kierunku dowolnego nieba które istnieje w mgiełce u stóp lives are streams flowing into the same river towards whatever heaven lies in the mist beyond the do tej samej rzeki/"Nasze życia są strumieniami/ które istnieje w mgiełce u stóp wodospadu."/ płynącej w kierunku dowolnego nieba/. Our lives are w kierunku dowolnego nieba wpływającymi do tej samej rzeki które istnieje w mgiełce u stóp wodospadu."Nasze życia są strumieniami. Our lives are do tej samej rzeki/"Nasze życia są strumieniami/ które istnieje w mgiełce u stóp wodospadu."/ płynącej w kierunku dowolnego nieba/.Our lives are streams… flowing into the same river… towards whatever heaven lies in the mist beyond the w kierunku dowolnego nieba/ wpływającymi do tej samej rzeki/ które istnieje w mgiełce u stóp wodospadu."/"Nasze życia są strumieniami/.Our lives are streams… flowing into the same river… towards whatever heaven lies in the mist beyond the nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki ale na szczęście ta zasada nie obowiązuje Elbląskiej Orkiestry Kameralnej i Krzysztofa you do not enter the same river twice but fortunately this rule does not apply to the she will die right along with you. and end up in the same river we put Dan Simmons' body Oh she will can never swim in the same river twice" said… what's his face?Ponieważ kochamy prawdę życie w świadomości. ale cofnijmy się 16 lat wstecz… żeHeraclitus said because we love the truth it's healthy. but let us jump backOn the other hand as heraclites saidWe have to keep her from going down that path again.

dwa razy do tej samej rzeki